Browsing Category

moda

moda

1. urodziny bloga #fajnainiechuda

17 maja 2016
To był rok…! I chyba powinnam na tym skończyć i wrzucić zdjęcia z dzisiejszej sesji. 😉 
Ale nie, nie da się jakimkolwiek obrazem wyrazić mojej wdzięczności do tak wielu osób, dzięki którym po roku jestem w tym miejscu. Przede wszystkim blog istnieje, ponieważ mam dla kogo pisać, a Wy chcecie to czytać/oglądać..! 🙂 Tak, tak, to właśnie Wam – właśnie Tobie, która/który czytasz ten wpis, na początek bardzo, bardzo mocno dziękuję. Bez Ciebie nie byłoby po co robić setek zdjęć, przebierać dziesiątki ubrań, zużywać kilogramów makeupu, do perfekcji opanowywać sztukę selfie. 😉 Ale tak na serio, to bez Ciebie nie miałabym po prostu energii i motywacji do tego, by przygotowywać kolejne wpisy, kiedy nie raz brakowało juz mi siły lub czasu. Dziękuję…!
Przygotowania do tej szczególnej dla mnie sesji zaczęłam już w piątek, od wizyty w bardzo bliskim mojemu sercu miejscu – Salonowi Urody Sosna & Strachota. Nie tylko jest mi bliski z uwagi na przyjaciółkę Gosię, która jest współwłaścicielką i pierwszym członkiem nazwy salonu (Sosna ;)). Ale to właśnie w nim, niczym w scenach z filmu Karmel, debatowałyśmy nad sensem istnienia bloga i jego potencjalnymi nazwami. To właśnie w tym salonie Fajnainiechuda zdobywała pierwsze sesje motywacyjne, jak wstydziła się wyjść spod kołdry po pierwszych wpisach. 😉 To naprawdę wyjątkowe miejsce, skupia wokół siebie niesamowitych, inspirujących ludzi i same zabiegi, to w zasadzie tylko dodatek. 😉 Gosia jest osobą, która potrafi uszlachetnić każdą dłoń, to właśnie ona wspierała moją krótką pasję do paznokci żelowych i pomimo swojej niechęci do sztucznych paznokci, uczyniła je równie szlachetnymi. 😉 Potem je skutecznie ratowała znanymi tylko sobie sposobami, ale nasza przyjaźń, pomimo tego epizodu, trwa dalej. 😉 Salon Sosna & Strachota jest prawdziwym miejscem, gdzie dba się o urodę, bo wychodzisz z niego zaopiekowana i piękniejsza, zarówno od zewnątrz, jak i od środka. 

Dzisiejszy, jubileuszowy dzień, zaczęłam z kolei od wizyty U fryzjerów, gdzie cudowne i piękne Magda & Karolina zajęły się moimi włosami. Chciałam odświeżyć kolor, żeby odzyskały słoneczne refleksy i naturalny blask, bo były trochę zniszczone. Poza tym zależało mi na zrobieniu tzw. Hollywoodzkich fal, które wytrzymają cały dzień, wiatr, zmianę lokalizacji na zdjęciach i wyjdą spektakularnie w tak ważnej dla mnie sesji. 🙂 Trafiłam w najlepsze ręce, bo U fryzjerów znają się na temacie. Sesje, zadania specjalne, modne koloryzacje, piękne cięcia i upięcia, to ich codzienność. Karolina, od razu wiedziała co robimy i genialnie wyczuła mój klimat. Dziewczyny w ogóle są rewelacyjne i nie ma nic lepszego jak spędzić czas w fajnej atmosferze i przy okazji wyjść pięknym. 🙂 
Zobaczcie jaka zmiana refleksów na bardziej naturalne i przede wszystkim jak ładnie odżywione włosy. 
A tak wyglądały kulisy… 🙂

 

I czas na make-up. Wykonywała go Kaya Karasińska, z którą już kiedyś współpracowałam przy mojej grudniowej sesji urodzinowej. Kaya prowadzi swoje studio makijażu Ładne na oko, bierze udział w profesjonalnych sesjach zdjęciowych, ale też szykuje kobiety na wyjątkowe okazje lub imprezy. Ona wie, jak dopasować makijaż do okazji, typu urody, czy stroju. Doskonale też rozumie potrzeby, ale że aż tak świetnie zrozumie moje w dniu dzisiejszym, to się nie spodziewałam. 😉 Chciałam, żeby mój makijaż był w tonacji brązu, złota, z mocnymi akcentami rozświetlenia. Kaya ma niesamowicie dobrą energię i czujesz, że maluje Cię z uczuciem i troską, a do tego czujesz z jej strony zaangażowanie jakby właśnie malowała na płótnie jakieś dzieło sztuki. 😉 Zobaczcie sami, jaki osiągnęła efekt… 🙂 

 

Oczywiście mój każdy makijaż jest wzbogacony o rzęsy najlepszej stylistki Oli, która prowadzi Lash & Go. Już baaardzo długo chodzę do Oli i nie wyobrażam sobie mojego makeupu bez pięknych rzęs, jakie mi wykonuje. Nie raz już wspominałam o ogromnym komforcie, kiedy budzę się rano właściwie gotowa do wyjścia. 😉 Dodam, że wystarczy chodzić raz na miesiąc, a rzęsy wcale się nie osłabiają, bo po prostu rosną nowe. 🙂 Też o tym nie wiedziałam, zanim mnie Ola nie uświadomiła. 😉 
I dochodzę do puntu kulminacyjnego, czyli do stylizacji. Nie wyobrażałam sobie innej możliwości, niż podkreślenie wyjątkowości tego dnia złotym lookiem. 🙂 Już pewnie wiecie, że uwielbiam ten kolor i sukienka, którą mam na sobie została zaprojektowana specjalnie dla mnie przez firmę Maua. Model sukienki nazywa się Kasia i został wydany w różnych wariantach kolorystycznych na wypadek, jakby nie każdy lubił złoty. 😉 Myśląc o dodatkach do tej stylizacji, chciałam, żeby oddawały radość i uroczystość 1. urodzin bloga. Dlatego zdecydowałam się na jeden dodatek, czyli złote balony wypełnione helem. 🙂 Do całości looku dodałam masywne buty z frędzlami i skórzaną kurtkę. Jak zwykle chcąc przełamać styl i wyjść poza utarte schematy. 🙂 

 Jak widzicie sesja trwała do zmroku i zakończyła się głupawką. 😉 Kasia Kurzyńska, która robiła zdjęcia, doskonale wyczuwa moje nastrojem, zna moje gorsze strony, lepsze profile, słabsze chwile, itp. Może dlatego, że znamy się od ponad 20-tu lat. 🙂 To niesamowity komfort móc czuć się z kimś tak swobodnie przed obiektywem i wiedzieć, że ktoś zna Cię tak dobrze. Kate, dziękuję za Twój talent i zaangażowanie. Uwielbiam Twoje spojrzenie. 😉 
I na koniec o tych, którzy dbają o mnie od środka. I nie myślę tu o gastrologu. 😉 Dziękuję mojej siostrze Danie za wsparcie, zrozumienie, motywację i wiarę we mnie. Może w końcu da się namówić na wspólne blogowanie. 😉 
Dziękuję też temu, który w miarę możliwości bierze udział w sesjach i sam kiedyś chce zostać fotografem (oprócz tego też kucharzem i trochę prezydentem ;)). Dowiedział się, co to znaczy mieć swoją pasję, poprzez poznanie mojej, a dla mnie to niesamowita wartość. Jest najlepszym doradcą i sensorem trendów, co z resztą widać. 😉 
Raz jeszcze dziękuję za ten rok, Kasia… :*
moda

Czy oversize’owa sukienka może być sexy?

12 maja 2016
Czy oversize’owa sukienka może być sexy? Inna Ty pokazuje, że nawet w dresowym materiale można wyglądać kobieco i zmysłowo. Jak wiecie, nie należę do kobiet, które lubią chować się w za dużych ubraniach. Bliżej mi do za krótkich lub za ciasnych sukienek, czy spódnic, co nie raz już zaprezentowałam. 😉 Oczywiście wszystko w ramach estetyki, bo ten temat jest mi wyjątkowo bliski. 🙂 Nie ukrywam, że jak założyłam sukienkę, którą widzicie na zdjęciach, od razu poczułam odrobinę luksusu (cytując klasykę ;)). Daje dużo swobody i przestrzeni w okolicach brzucha, podkreślając delikatnie biodra i pośladki. No, może moje podkreśla odrobinę mocniej, bo jest co. 😉 Inna Ty ma tzw. one size, czyli uniwersalną rozmiarówkę. Dlatego patrząc na tę sukienkę weźcie pod uwagę mój wysoki wzrost (178cm), więc w zależności od Waszego rozmiaru od 36 do 46, Wasz dekolt będzie odrobinę większy (co dla mnie jest dość istotne), a cała sukienka dłuższa (to już mniej ;)). 
Urzekająca jest zawiązywana z tyłu tasiemka, która zalotnie opada na plecy i dodaje dziewczęcego uroku. Materiał jest dobrej jakości i nie zmienia jej po praniu. 🙂 Jest elastyczny i przede wszystkim ma piękny kolor tzw. blue jeans. Do sukienki dobrałam różowe dodatki. Dla tych z Was, które są z Warszawy gorący news – takie kolorowe torebki możecie dostać w podziemiach, pod hotelem Marriott za 50pln. 😉 Buty z kolei polecam marki Venezia, są tam rozmiary do 41, różne wysokości obcasa i piękne kolory. 
Ciekawa jestem jak Wam się spodoba ta sukienka, bo dobra wiadomość jest taka, że macie bezpłatną dostawę na hasło FAJNA do piątku, 13.05 do 24:00! <3 
  

 

Fot. Michał Grabiec
Sukienka: Inna Ty (link tutaj)
Torebka: No name w podziemiach hotelu Marriott
Buty: Venezia
moda

Jeans & camel

6 maja 2016
Ta sukienka ma coś takiego w sobie, że pomimo pozornej skromności, jest kobieca i trochę nawet uwodzicielska. Przyznam Wam, że jak robiłam zdjęcia do tej stylizacji, to wywoływała bardzo spontaniczne reakcje przechodniów. 😉 To ciekawe, jak niektóre ubrania potrafią dodawać charakteru i wyrazu stylizacjom. Jak zwykle będę Was zachęcać do stawiania na klasyki. Ta sukienka jest z zeszłego roku, ale dzięki temu, że jest ponadczasowa w swoim kolorze i kroju, wygląda rewelacyjni i w tym roku. Nie należę (niestety ;)) do oszczędnych osób, ale kupując ubrania zawsze inwestuje w rzeczy, które mogę wykorzystywać na długo i do różnych stylizacji. W tym sezonie widzę, że jest również jasny odcień tej sukienki, ale trzecia jeansowa sztuka w szafie, to już byłaby przesada. 😉
To, co możecie zmieniać na sezonowe trendy, to dodatki. Ja zazwyczaj nosiłam tę sukienkę do szpilek albo do trampek. Tym razem chcę Wam zaproponować dodatki w kolorze kamelowym, które według mnie rewelacyjnie pasują do jeansu. Trochę stunningowałam sukienkę, dodając swój pasek w kamelowym kolorze. Frędzle przechodzą swój kolejny sezon popularności i w tym roku dałam się wreszcie porwać temu trendowi. 😉 Człowiek czasem musi po prostu do czegoś dojrzeć. 😉 I zachęcam, korzystajcie, póki są pierwsze wiosenne dni, z możliwości łączenia kontrastowych elementów z różnych sezonów: botków ze spódnicami lub szortami, cienkich topów z długimi swetrami zamiast kurek, bo jak przyjdzie lato, to już od samego patrzenia na takie zestawienia będzie można się spocić. 😉 

Sukienka: XL-ka.pl 
Torba (podobne znajdziecie tutaj i tu), szal & buty (podobne buty znajdziecie tutaj): H&M
Pasek: „pożyczony” ze spodni z Peek&Cloppenburg
moda

Kombinezon #InnaTy

1 maja 2016
Kombinezon to trochę taki prowokacyjny temat w modzie plus size, jak leginsy. Czy kobiety z krągłościami powinny je nosić, czy też nie koniecznie? Wszystkie tego typu pytania z cyklu: „czy powinny”, „czy mogą”, „czy wypada” co do zasady kontruję, bo stawiają ograniczenie. Już sama forma pytania zakłada, że coś jest nie tak i powinno się zakończyć marzenia o modnym wyglądzie na etapie głębokiej autorefleksji. 😉 Wszystkiego rodzaju ograniczenia działają na mnie wręcz odwrotnie. Od razu pojawia się w mojej głowie odpowiedź: „a co, nie mogę?” albo „a kto mi zabroni”. 😉 Więc z pełną świadomością wszystkich ograniczeń i autorefleksji, chcę Wam dzisiaj pokazać nowe możliwości i otworzyć wiosenny sezon na kombinezony. 🙂
Muszę jednak dodać, że pomimo mojego buntowniczego usposobienia i przełamywania ograniczeń, mam poczucie estetyki, które staram się w sobie pielęgnować. Dlatego doprecyzuję, że zarówno w leginsach, jak i w kombinezonach ważna jest estetyka. Mam na myśli zachowanie kształtów, proporcji, ukrycie anatomii, a nie podkreślanie w wręcz biologiczny sposób swojej kobiecości. 😉 

I ten właśnie kombinezon marki Inna Ty fantastycznie spełnia te założenia. Jest dopasowany, kobiecy, a jednocześnie gustowny i zachowujący proporcje. Dekolt świetnie podkreśla i wydłuża sylwetkę, a pasek odcina kształt pośladków i talię w wysmakowany, kobiecy sposób. Powiem Wam, że ten sam kombinezon potrafię nosić na wiele sposobów i czuję się w nim za każdym razem rewelacyjnie. Jest z miękkiej, miłej dzianiny, dopasowuje się do ciała, nie rozciąga się jak piżama po całym dniu noszenia, a uwierzcie mi, że wypróbowałam go bardzo sumiennie. Miałam go ostatnio na sobie na targach mody plus size w Poznaniu i świetnie się sprawdził w dzień w części oficjalnej, jak i wieczorem na after party. Wystarczy zmienić dodatki i tworzysz z nim całkowicie różne stylizacje. Od stylizacji boho z butami lub torbą z frędzlami, po elegancki styl ze szpilkami i kopertówką, aż po sportowy, lifestyle’owy look z trampkami. 

Kombinezon (link TUTAJ) & kapelusz (link TUTAJ): Inna Ty
Buty: Clarks
Torebka: H&M
moda

Business tiul

26 kwietnia 2016
Tiul może nie jest najnowszym hitem mody, bo to już chyba jego czwarty sezon, jednak wydaje mi się, że jeszcze trochę z nami pobędzie. Przyjął się wśród kobiet i ma szansę stać się standardem, który powinien się zaleźć w szafie każdej kobiety. Moją spódnicę kupiłam w zeszłym sezonie w sklepie Fraternity w Blue City i poddałam ją lekkiemu tuningowi, bo na przecenie został jedynie rozmiar 36 lub 38, już nie pamiętam. A ponieważ ja zupełnie nie przejmuję się, gdy na zakupach coś na mnie nie wejdzie lub gdy panie sprzedające ubrania patrzą na mnie, jakbym szukała czegoś dla córki, to nie ograniczam się z eksperymentowaniem i wchodzeniem do marek, które nie mają linii plus size. Dzięki temu znalazłam bardzo dużo fajnych rzeczy. Taka właśnie historia spotkała i tą różową spódnicę, którą widzicie na zdjęciach. Zmian dokonałam w pasie, bo na wdechu nie wiele bym wytrzymała. 😉 Długość i szerokość w biodrach była OK, bo to bardzo uniwersalne modele. 

W tym looku postanowiłam wykorzystać pierwsze wiosenne promienie słońca i połączyć stonowaną i klasyczną górę z odrobinę odjechanym dołem. Nie wiem na ile możecie sobie pozwolić w pracy na taką odrobinę szaleństwa, ale z pewnością na jakieś wyjście służbowe taki look będzie w sam raz. Uwielbiam kontrasty i tutaj też użyłam tego zabiegu przy połączeniu klasycznej, konserwatywnej marynarki z intensywnym różowym efektownym tiulem, a do w sumie już wiosennego looku, dodając torebkę Obag z futerkiem. Przejściowe tygodnie pomiędzy sezonami, to jedyne takie momenty, kiedy można łączyć dwa skrajne elementy lub akcesoria z dwóch różnych pór roku. Potem albo można się spocić, albo zmarznąć, albo to po prostu już za dobrze nie wygląda. 😉

fot. Artcharlotte

Marynarka & top: H&M
Spódnica: Fraternity
Buty: Venezia
Torba: Obag
Zegarek: MK
Bransoletka: Minty dot 

moda

Klasyka w modzie nie znika

20 kwietnia 2016
Muszę przyznać, że zazdroszczę wszystkim Wam, dla których wiosenno-letnie miesiące otwierają sezon imprezowy. Uwielbiam wszelkiego rodzaju polskie swojskie obchody, wiem, że to nietypowe… 😉 W moim towarzystwie niestety nie ma za wiele wesel, chrzcin, a ostatnia komunia na której byłam to chyba była moja. 😉 I właśnie sobie uświadomiłam, że chyba najbliższa tego typu impreza będzie organizowana właśnie przeze mnie i nie mówię bynajmniej o weselu…ani chrzcinach. 😉 Uwielbiam tego typu „imprezy”, bo oprócz samego uczczenia okazji spotkania, mogę zobaczyć się z bliskimi, znajomymi i ubrać się jakoś inaczej, niż zwykle. Pamiętam, jak byłam małą dziewczynką moi rodzice często organizowali obiady z przeróżnych okazji i do dzisiaj pamiętam z tych czasów zapach dobrych perfum,lilii i…faszerowanych jajek. 😉 
Ale wracając do sedna, uwieeelbiam prowadzić swojego bloga właśnie dlatego, że mogę bez okazji bawić się swoim ubiorem i jeszcze zainspirować niektóre z Was do tego, jak się ubrać. Jakoś sezon wiosenny totalnie mnie zauroczył sukienkami i to wcale nie koniec. 🙂 W tym wpisie, chcę Wam pokazać klasyczną, można nawet powiedzieć skromną w kroju sukienkę, która na kobiecych kształtach zyskuje bardzo zmysłowy sznyt. Szczególnie dekolt i rozcięcie robią tutaj dobrą robotę. Przyznam, że sukienka przeszła moje oczekiwania, bo na wieszaku wydawała mi się skromna, a jak ją założyłam, odkryłam w niej tą drugą stronę. 😉 Tak na marginesie podobno najbardziej zmysłowe dla mężczyzn są ubrania, które w skromny sposób odsłaniają odrobinę tajemnicy, ale większość pozostaje jeszcze do odkrycia i prowadzą do tego lekko rozpięte guziczki lub suwaki… No nie wiem co powiedzą na to Panowie, ale ja to kupuję. 😉 Wracając do sukienki, właśnie trochę tak z nią jest. Prosta, klasyczna, ale z odrobiną tajemnicy do odkrycia. 😉 

Fot. Katarzyna Kurzyńska
Sukienka: SU Uncasual Women (link TUTAJ)
Buty: Clarks
Dodatki: MK
moda

Coachella look

15 kwietnia 2016
Festiwale stają się już zdecydowanie czymś więcej niż wydarzeniami muzycznymi. Zaczynają być pewnego rodzaju lifestylem, wchodzić w świat mody. Na wydarzenia zapraszane są m.in. bogerki, które poprzez szeroką sieć obserwatorów różnych kanałów społecznościowych online raportują wydarzenia ze swojego uczestnictwa. To naprawdę ciekawe zjawisko i sama myślę, żeby w tym roku pojechać na Open’era. Oczywiście kluczowym tematem festiwali jest nie tylko lineup, ale również stylizacje. 😉 W tym roku H&M po raz kolejny zaprezentował kolekcję dedykowaną festiwalowi Coachella pod hasłem #HMLovesCoachella. Charakterystycznymi elementami festiwalowych stylizacji są kwieciste wzory, białe, kamelowe i jeansowe kolory oraz frędzle. Z dodatków oczywiście kapelusze, okulary, wianki. 
Taki festiwalowy look marzył mi się już od zeszłego sezonu, ale ciężko mi było znaleźć główną część stylizacji, czyli sukienkę lub spódnicę. A bez, to jakoś tak głupio. 😉 Założenie jest takie, że spódnica musi być z lekkiego materiału, mieć kwiecisty wzór i być trochę krótsza, ale nie za krótka, żeby nadal wyglądać na swój wiek i smacznie. 😉 Moje poszukiwania zakończyły się w tym roku i to…w lumpeksie. Do tego nie ja ją znalazłam, tylko moja siostra, która potrafi wynaleźć w takich miejscach prawdziwe perełki. 😉 Jeśli szukacie tego typu ubrań, to oprócz H&M widziałam ciekawe rzeczy w Marks and Spencer, Stradivarius, C&A. Na mnie wszystkie spódnice i sukienki były za krótkie, ale może znajdziecie coś dla siebie. 

Moja kompozycja, to znowu bardziej klasyk, bo chcę Wam pokazywać stylizacje do założenia, a nie oglądania. Dodatkowo kompletuję je z powtarzających się elementów garderoby, żeby pokazać, jak można ułatwić sobie życie dobrymi i uniwersalnymi wyborami. Motywem przewodnim są brązy, biel i kwiecista spódnica, a całości festiwalowego looku dopełniają frędzle. Podobno już się nie nosi butów do torebki lub odwrotnie, ale samo się prosiły. 😉 Ciekawa jestem, jak Wam się spodoba moja propozycja, bo zupełnie odbiega od dotychczasowych stylizacji. 😉 


 

fot. Katarzyna Kurzyńska

Buty & torebka: H&M
Spódnica: C&A (lumpeks)
Tshirt: Mango
Kurtka skórzana: C&A

moda

Sukienka #babyblue

12 kwietnia 2016
Pewnie większość z Was już poczuła wiosnę w powietrzu. Mimo deszczowych dni, to już pewne, że za chwilę nasze stylizacje zmienią kolory i materiały na lżejsze i zwiewniejsze. Rytualne zrzucanie warstw wiąże się dla wielu z wyzwaniem w jakim kierunku iść. 
Dostaję sporo wiadomości w których piszecie, że już rozpoczynacie poszukiwania stylizacji na zbliżający się sezon komunii i wesel. Ja jak zwykle będę Was namawiać do prostych rozwiązań. Szczególnie przy kobiecych kształtach klasyka i minimalizm dodają stylizacjom harmonii i smaku. Wtedy możemy sięgać po modne kolory i wplatać w stylizacje mocne dodatki. Uwierzcie mi, że inwestycja w klasyczne ubrania nie tylko ułatwi Wam wybór i odpowiedź na pytanie „w co się dzisiaj ubrać”, ale również będzie o wiele tańszym rozwiązaniem. Możecie potem w łatwy sposób łączyć klasyczne stroje z dodatkami i wykorzystywać je za każdym razem w inny sposób. 
Pewnie już słyszałyście lub czytałyście o modnych w tym sezonie pastelach. Jak ogłosił instytut Pantone, który wyznacza obowiązujące w danych sezonach kolory, tej wiosny jednym z nich będzie właśnie ożywiony baby blue, nazwany Limpet Shell. Klasyczny baby blue, czyli pastelowy niebieski, był już moim faworytem w zeszłym roku, ale nie mogłam znaleźć ciekawych propozycji w tym kolorze. I w tym sezonie znalazłam wreszcie cos dla siebie i do tego w moim ulubionym, klasycznym wydaniu. Sukienka, która nadaje się zarówno do pracy, jak i na szczególne okazje. Ja dobrałam do niej różowe dodatki, czyli buty, bransoletkę i oczywiście szminkę. Myślę, że całość stylizacji wyszła bardzo pogodnie, lekko i wiosennie. Ja tak się w niej czułam, od razu odetchnęłam po zimowych ciężkich kolorach. 😉

 Fot. Katarzyna Kurzyńska
Sukienka: SU Uncasual Woman (link tutaj)
Buty: Marks and Spencer
Torba: Obag
Bransoletka: Minty dot
moda

Maua Kasia ;)

6 kwietnia 2016
To było moim marzeniem już od baaardzo długiego czasu… W dzisiejszym wpisie opowiem nawet o dwóch moich marzeniach, które udało mi się zrealizować w tym roku. Myślę, że o dobrych rzeczach trzeba mówić, niech idą w świat i niech robią jakąś dobrą robotę dla tych, którzy może właśnie potrzebują motywacji do działania. 😉
Od kilku lat chodził mi po głowie blog z modą plus size. Chciałam zainspirować kobiety swoją filozofią widzenia siebie i jednocześnie przyczynić się do tego, żeby pokazywać inne kategorie piękna. Ponieważ od zawsze lubiłam modę, niesamowicie brakowało mi dostępu do modnych ubrań w moim rozmiarze. Wkurzało mnie ograniczenie dla większych rozmiarów, w których albo po prostu ich nie było, albo były w totalnie nie atrakcyjnym wydaniu. I tak sobie marzyłam o tym, co bym uszyła, gdybym tylko miała możliwość… Co bym zaoferowała kobietom takim jak ja, żeby mogły poczuć się pewnie i kobieco w swoim ciele. I ta szalona wizja, że jakaś marka uszyje coś specjalnie dla mnie i jeszcze nazwie to coś moim imieniem, była dla mnie niczym wizja kolacji z Bradem Pittem. 😉 Ale chyba muszę się szykować i na tę okazję, bo już w pierwszym kwartale tego roku nie dość, że firma Maua uszyła specjalnie dla mnie sukienkę, którą nazwała „Kasia”, to do tego mogłam zaprezentować ją w magazynie Superlinia, w którym ukazała się moja sesja wraz z wywiadem. 🙂 
Fot. Marta Czas
Wszystko się zaczęło od tej właśnie złotej sukienki. Na pierwszych rozmowach ustalałyśmy z właścicielkami marki Maua, jak ta idealna sukienka powinna wyglądać i w pierwszej kolejności opisywały ją takie słowa: kobieca, modna, uniwersalna, z dekoltem, wygodna. 🙂 I tak rozpoczęła się praca nad modelem sukienki Kasia… Jeśli ktokolwiek myśli, że uszycie dobrze leżącego ubrania to łatwa sprawa, to nic bardziej mylnego. Przynajmniej na łatwiznę nie idzie Maua, bo jej celem jest jak najpiękniejsze pokazanie kobiecych atutów. Dlatego w pierwszym kroku trafiłam w ręce profesjonalnej konstruktorki, która stworzyła szkielet sukienki. Zostałam wymierzona z każdej strony, ujęte zostały proporcje i to właśnie dzięki precyzyjnej pracy od podstaw, sukienki później tak dobrze leżą na sylwetce. 
Pojawił się pomysł, żeby stworzyć tę sukienkę w kilku kolorach. Ja akurat marzyłam o złotej i w niej zaprezentowałam się w Superlinii. Natomiast pomyślałyśmy, że nie ma co się ograniczać i warto sięgnąć po kolory. Przecież ta sukienka miała być uniwersalna… 😉 I tak dzisiaj dostępna jest dla Was w 3 kolorach: złotym, szafirowym oraz amarantowym. Dzięki temu możecie wybrać idealny dla siebie model, zarówno na uroczyste kolacje, jak i wesela, komunie, czy wyjścia na miasto. Ciekawa jestem, który kolor najbardziej Wam się spodoba… 🙂 
Jeszcze krótko powiem, czemu do szafirowej sukienki dobrałam skórzaną kurtkę i czarne botki. Ponieważ czarne szpilki chyba każda z Was ma i jest to pierwszy wybór jaki można mieć przy stylizacji z sukienką. Z resztą pokazałam klasyczne zestawienie w Superlinii, więc na blogu chciałam pokazać Wam bardziej rockową wersję elegancji. Czułam się w tym zestawieniu świetnie, bo dodatki trochę stuningowały i wyważyły cały look, w sam raz na weekendowe wyjście na kolację.
 

Fot. Katarzyna Pietrzak
Sukienka: Maua 
(szafirowa link tutaj, amarantowa link tutaj)
Ramoneska: Cubus
Buty: Deichman
Torebka: Dorothy Perkins
Torebka: Obag
Dziękujemy restauracji Naturel za gościnę i pyszny obiad. 🙂
moda

20+ & 30+

16 marca 2016
To byłby dobry wpis na dzień kobiet, ale za długo zajęło mi poszukiwanie kabla do aparatu, więc piszę dopiero dzisiaj… 😉 
Mam wielkie szczęście, że poznaję na swojej drodze wyjątkowych ludzi i pomyślałam, że fajnie będzie od czasu do czasu pokazać Wam sesję z udziałem kogoś dla mnie wyjątkowego lub napisać o kimś szczególnym.
Z Olą, którą zobaczycie na zdjęciach poznałyśmy się zupełnie przypadkiem i połączyły nas…rzęsy. 🙂 Ola specjalizuje się w stylizacji rzęs i rozwija swoją markę Lash&Go. Ja z kolei jestem fanką tego rozwiązania, bo to niesamowita wygoda budzić się piękną bez makijażu. 😉 Poznałyśmy się przez Instagram i okazało się, że sporo nas łączy. Oprócz zamiłowania do ładnych i gustownych rzęs, jesteśmy obie bardzo wysokie, bo mamy ok. 180cm wzrostu i obie prowadzimy blogi (Oli blog to Nieperfekcyjne życie :)). Super poznać kogoś, kto pracuje z pasją i robi to całym sercem. 
To, co jest dla mnie niesamowite i chyba najbardziej chciałam pokazać na wspólnych zdjęciach, to różnica pokolenia, jakie nas dzieli. To aż 10 lat różnicy, ale mimo wszystko wiele wspólnego. Nie ważne, czy 20+, 30+, czy też 40+… to naprawdę bez znaczenia. Istotne jest, żeby korzystać z naszych atrybutów i przywilejów każdego wieku, no i nie zapominać, że można bawić się stylem. 
Umówiłyśmy się na późne, weekendowe śniadanie, każda z nas miała potem inne plany i dobrała inną stylizację. Ja założyłam kostium, który świetnie pasuje do szpilek, ale taki outfit pokażę Wam innym razem. Na tę okazję wybrałam Emu, które ociepliły cały look, bo z kolei na górę założyłam skórzaną, wiosenną skórę. Nie ukrywam, że zmarzłam, ale bardzo mi zależało, żeby pokazać Wam kontrast ciężkich, zimowych butów z lekką, wiosenną kurtką. Ola z kolei wybrała miejski styl z czarnymi rurkami i koszulą w kratę, która według mnie świetnie wygląda zarówno do szpilek, jak i do trampek. Całość stylizacji przełamała przytulnym szarym płaszczykiem. 
Ale co najważniejsze, spędziłyśmy po prostu bardzo fajny czas. 🙂 

 

 

fot. Marta Bresińska
Stylizacja Oli: buty Deezee / spodnie Bershka / koszula no name / płaszcz Cubus / torebka Sinsay
Moja stylizacja: kostium SU Uncasual Woman / buty Emu / kurtka skórzana C&A, szalik H&M / torba MK