Monthly Archives

Kwiecień 2016

moda

Business tiul

26 kwietnia 2016
PS_DSC_4165
Tiul może nie jest najnowszym hitem mody, bo to już chyba jego czwarty sezon, jednak wydaje mi się, że jeszcze trochę z nami pobędzie. Przyjął się wśród kobiet i ma szansę stać się standardem, który powinien się zaleźć w szafie każdej kobiety. Moją spódnicę kupiłam w zeszłym sezonie w sklepie Fraternity w Blue City i poddałam ją lekkiemu tuningowi, bo na przecenie został jedynie rozmiar 36 lub 38, już nie pamiętam. A ponieważ ja zupełnie nie przejmuję się, gdy na zakupach coś na mnie nie wejdzie lub gdy panie sprzedające ubrania patrzą na mnie, jakbym szukała czegoś dla córki, to nie ograniczam się z eksperymentowaniem i wchodzeniem do marek, które nie mają linii plus size. Dzięki temu znalazłam bardzo dużo fajnych rzeczy. Taka właśnie historia spotkała i tą różową spódnicę, którą widzicie na zdjęciach. Zmian dokonałam w pasie, bo na wdechu nie wiele bym wytrzymała. 😉 Długość i szerokość w biodrach była OK, bo to bardzo uniwersalne modele. 

W tym looku postanowiłam wykorzystać pierwsze wiosenne promienie słońca i połączyć stonowaną i klasyczną górę z odrobinę odjechanym dołem. Nie wiem na ile możecie sobie pozwolić w pracy na taką odrobinę szaleństwa, ale z pewnością na jakieś wyjście służbowe taki look będzie w sam raz. Uwielbiam kontrasty i tutaj też użyłam tego zabiegu przy połączeniu klasycznej, konserwatywnej marynarki z intensywnym różowym efektownym tiulem, a do w sumie już wiosennego looku, dodając torebkę Obag z futerkiem. Przejściowe tygodnie pomiędzy sezonami, to jedyne takie momenty, kiedy można łączyć dwa skrajne elementy lub akcesoria z dwóch różnych pór roku. Potem albo można się spocić, albo zmarznąć, albo to po prostu już za dobrze nie wygląda. 😉

fot. Artcharlotte

Marynarka & top: H&M
Spódnica: Fraternity
Buty: Venezia
Torba: Obag
Zegarek: MK
Bransoletka: Minty dot 

moda

Klasyka w modzie nie znika

20 kwietnia 2016
DSC05294
Muszę przyznać, że zazdroszczę wszystkim Wam, dla których wiosenno-letnie miesiące otwierają sezon imprezowy. Uwielbiam wszelkiego rodzaju polskie swojskie obchody, wiem, że to nietypowe… 😉 W moim towarzystwie niestety nie ma za wiele wesel, chrzcin, a ostatnia komunia na której byłam to chyba była moja. 😉 I właśnie sobie uświadomiłam, że chyba najbliższa tego typu impreza będzie organizowana właśnie przeze mnie i nie mówię bynajmniej o weselu…ani chrzcinach. 😉 Uwielbiam tego typu „imprezy”, bo oprócz samego uczczenia okazji spotkania, mogę zobaczyć się z bliskimi, znajomymi i ubrać się jakoś inaczej, niż zwykle. Pamiętam, jak byłam małą dziewczynką moi rodzice często organizowali obiady z przeróżnych okazji i do dzisiaj pamiętam z tych czasów zapach dobrych perfum,lilii i…faszerowanych jajek. 😉 
Ale wracając do sedna, uwieeelbiam prowadzić swojego bloga właśnie dlatego, że mogę bez okazji bawić się swoim ubiorem i jeszcze zainspirować niektóre z Was do tego, jak się ubrać. Jakoś sezon wiosenny totalnie mnie zauroczył sukienkami i to wcale nie koniec. 🙂 W tym wpisie, chcę Wam pokazać klasyczną, można nawet powiedzieć skromną w kroju sukienkę, która na kobiecych kształtach zyskuje bardzo zmysłowy sznyt. Szczególnie dekolt i rozcięcie robią tutaj dobrą robotę. Przyznam, że sukienka przeszła moje oczekiwania, bo na wieszaku wydawała mi się skromna, a jak ją założyłam, odkryłam w niej tą drugą stronę. 😉 Tak na marginesie podobno najbardziej zmysłowe dla mężczyzn są ubrania, które w skromny sposób odsłaniają odrobinę tajemnicy, ale większość pozostaje jeszcze do odkrycia i prowadzą do tego lekko rozpięte guziczki lub suwaki… No nie wiem co powiedzą na to Panowie, ale ja to kupuję. 😉 Wracając do sukienki, właśnie trochę tak z nią jest. Prosta, klasyczna, ale z odrobiną tajemnicy do odkrycia. 😉 

Fot. Katarzyna Kurzyńska
Sukienka: SU Uncasual Women (link TUTAJ)
Buty: Clarks
Dodatki: MK
moda

Coachella look

15 kwietnia 2016
DSC05250
Festiwale stają się już zdecydowanie czymś więcej niż wydarzeniami muzycznymi. Zaczynają być pewnego rodzaju lifestylem, wchodzić w świat mody. Na wydarzenia zapraszane są m.in. bogerki, które poprzez szeroką sieć obserwatorów różnych kanałów społecznościowych online raportują wydarzenia ze swojego uczestnictwa. To naprawdę ciekawe zjawisko i sama myślę, żeby w tym roku pojechać na Open’era. Oczywiście kluczowym tematem festiwali jest nie tylko lineup, ale również stylizacje. 😉 W tym roku H&M po raz kolejny zaprezentował kolekcję dedykowaną festiwalowi Coachella pod hasłem #HMLovesCoachella. Charakterystycznymi elementami festiwalowych stylizacji są kwieciste wzory, białe, kamelowe i jeansowe kolory oraz frędzle. Z dodatków oczywiście kapelusze, okulary, wianki. 
Taki festiwalowy look marzył mi się już od zeszłego sezonu, ale ciężko mi było znaleźć główną część stylizacji, czyli sukienkę lub spódnicę. A bez, to jakoś tak głupio. 😉 Założenie jest takie, że spódnica musi być z lekkiego materiału, mieć kwiecisty wzór i być trochę krótsza, ale nie za krótka, żeby nadal wyglądać na swój wiek i smacznie. 😉 Moje poszukiwania zakończyły się w tym roku i to…w lumpeksie. Do tego nie ja ją znalazłam, tylko moja siostra, która potrafi wynaleźć w takich miejscach prawdziwe perełki. 😉 Jeśli szukacie tego typu ubrań, to oprócz H&M widziałam ciekawe rzeczy w Marks and Spencer, Stradivarius, C&A. Na mnie wszystkie spódnice i sukienki były za krótkie, ale może znajdziecie coś dla siebie. 

Moja kompozycja, to znowu bardziej klasyk, bo chcę Wam pokazywać stylizacje do założenia, a nie oglądania. Dodatkowo kompletuję je z powtarzających się elementów garderoby, żeby pokazać, jak można ułatwić sobie życie dobrymi i uniwersalnymi wyborami. Motywem przewodnim są brązy, biel i kwiecista spódnica, a całości festiwalowego looku dopełniają frędzle. Podobno już się nie nosi butów do torebki lub odwrotnie, ale samo się prosiły. 😉 Ciekawa jestem, jak Wam się spodoba moja propozycja, bo zupełnie odbiega od dotychczasowych stylizacji. 😉 


 

fot. Katarzyna Kurzyńska

Buty & torebka: H&M
Spódnica: C&A (lumpeks)
Tshirt: Mango
Kurtka skórzana: C&A

moda

Sukienka #babyblue

12 kwietnia 2016
DSC05116
Pewnie większość z Was już poczuła wiosnę w powietrzu. Mimo deszczowych dni, to już pewne, że za chwilę nasze stylizacje zmienią kolory i materiały na lżejsze i zwiewniejsze. Rytualne zrzucanie warstw wiąże się dla wielu z wyzwaniem w jakim kierunku iść. 
Dostaję sporo wiadomości w których piszecie, że już rozpoczynacie poszukiwania stylizacji na zbliżający się sezon komunii i wesel. Ja jak zwykle będę Was namawiać do prostych rozwiązań. Szczególnie przy kobiecych kształtach klasyka i minimalizm dodają stylizacjom harmonii i smaku. Wtedy możemy sięgać po modne kolory i wplatać w stylizacje mocne dodatki. Uwierzcie mi, że inwestycja w klasyczne ubrania nie tylko ułatwi Wam wybór i odpowiedź na pytanie „w co się dzisiaj ubrać”, ale również będzie o wiele tańszym rozwiązaniem. Możecie potem w łatwy sposób łączyć klasyczne stroje z dodatkami i wykorzystywać je za każdym razem w inny sposób. 
Pewnie już słyszałyście lub czytałyście o modnych w tym sezonie pastelach. Jak ogłosił instytut Pantone, który wyznacza obowiązujące w danych sezonach kolory, tej wiosny jednym z nich będzie właśnie ożywiony baby blue, nazwany Limpet Shell. Klasyczny baby blue, czyli pastelowy niebieski, był już moim faworytem w zeszłym roku, ale nie mogłam znaleźć ciekawych propozycji w tym kolorze. I w tym sezonie znalazłam wreszcie cos dla siebie i do tego w moim ulubionym, klasycznym wydaniu. Sukienka, która nadaje się zarówno do pracy, jak i na szczególne okazje. Ja dobrałam do niej różowe dodatki, czyli buty, bransoletkę i oczywiście szminkę. Myślę, że całość stylizacji wyszła bardzo pogodnie, lekko i wiosennie. Ja tak się w niej czułam, od razu odetchnęłam po zimowych ciężkich kolorach. 😉

 Fot. Katarzyna Kurzyńska
Sukienka: SU Uncasual Woman (link tutaj)
Buty: Marks and Spencer
Torba: Obag
Bransoletka: Minty dot
moda

Maua Kasia ;)

6 kwietnia 2016
Superlina
To było moim marzeniem już od baaardzo długiego czasu… W dzisiejszym wpisie opowiem nawet o dwóch moich marzeniach, które udało mi się zrealizować w tym roku. Myślę, że o dobrych rzeczach trzeba mówić, niech idą w świat i niech robią jakąś dobrą robotę dla tych, którzy może właśnie potrzebują motywacji do działania. 😉
Od kilku lat chodził mi po głowie blog z modą plus size. Chciałam zainspirować kobiety swoją filozofią widzenia siebie i jednocześnie przyczynić się do tego, żeby pokazywać inne kategorie piękna. Ponieważ od zawsze lubiłam modę, niesamowicie brakowało mi dostępu do modnych ubrań w moim rozmiarze. Wkurzało mnie ograniczenie dla większych rozmiarów, w których albo po prostu ich nie było, albo były w totalnie nie atrakcyjnym wydaniu. I tak sobie marzyłam o tym, co bym uszyła, gdybym tylko miała możliwość… Co bym zaoferowała kobietom takim jak ja, żeby mogły poczuć się pewnie i kobieco w swoim ciele. I ta szalona wizja, że jakaś marka uszyje coś specjalnie dla mnie i jeszcze nazwie to coś moim imieniem, była dla mnie niczym wizja kolacji z Bradem Pittem. 😉 Ale chyba muszę się szykować i na tę okazję, bo już w pierwszym kwartale tego roku nie dość, że firma Maua uszyła specjalnie dla mnie sukienkę, którą nazwała „Kasia”, to do tego mogłam zaprezentować ją w magazynie Superlinia, w którym ukazała się moja sesja wraz z wywiadem. 🙂 
Fot. Marta Czas
Wszystko się zaczęło od tej właśnie złotej sukienki. Na pierwszych rozmowach ustalałyśmy z właścicielkami marki Maua, jak ta idealna sukienka powinna wyglądać i w pierwszej kolejności opisywały ją takie słowa: kobieca, modna, uniwersalna, z dekoltem, wygodna. 🙂 I tak rozpoczęła się praca nad modelem sukienki Kasia… Jeśli ktokolwiek myśli, że uszycie dobrze leżącego ubrania to łatwa sprawa, to nic bardziej mylnego. Przynajmniej na łatwiznę nie idzie Maua, bo jej celem jest jak najpiękniejsze pokazanie kobiecych atutów. Dlatego w pierwszym kroku trafiłam w ręce profesjonalnej konstruktorki, która stworzyła szkielet sukienki. Zostałam wymierzona z każdej strony, ujęte zostały proporcje i to właśnie dzięki precyzyjnej pracy od podstaw, sukienki później tak dobrze leżą na sylwetce. 
Pojawił się pomysł, żeby stworzyć tę sukienkę w kilku kolorach. Ja akurat marzyłam o złotej i w niej zaprezentowałam się w Superlinii. Natomiast pomyślałyśmy, że nie ma co się ograniczać i warto sięgnąć po kolory. Przecież ta sukienka miała być uniwersalna… 😉 I tak dzisiaj dostępna jest dla Was w 3 kolorach: złotym, szafirowym oraz amarantowym. Dzięki temu możecie wybrać idealny dla siebie model, zarówno na uroczyste kolacje, jak i wesela, komunie, czy wyjścia na miasto. Ciekawa jestem, który kolor najbardziej Wam się spodoba… 🙂 
Jeszcze krótko powiem, czemu do szafirowej sukienki dobrałam skórzaną kurtkę i czarne botki. Ponieważ czarne szpilki chyba każda z Was ma i jest to pierwszy wybór jaki można mieć przy stylizacji z sukienką. Z resztą pokazałam klasyczne zestawienie w Superlinii, więc na blogu chciałam pokazać Wam bardziej rockową wersję elegancji. Czułam się w tym zestawieniu świetnie, bo dodatki trochę stuningowały i wyważyły cały look, w sam raz na weekendowe wyjście na kolację.
 

Fot. Katarzyna Pietrzak
Sukienka: Maua 
(szafirowa link tutaj, amarantowa link tutaj)
Ramoneska: Cubus
Buty: Deichman
Torebka: Dorothy Perkins
Torebka: Obag
Dziękujemy restauracji Naturel za gościnę i pyszny obiad. 🙂